poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rozdział VII " Robert Lewandowski, który nie strzela bramek dla Polski!"

Dziewczyny obudziły się na kanapie, w przeróżnych pozycjach. Gabi leżała z głową na ziemi i nogami na kolanach, śpiącej na siedzące Mary, a Len klęczała przed kanapą z głową opartą na poduszce. Wszystkie poszły się po kolei umyć, zjadły śniadanie i szybkim krokiem pobiegły na uczelnię. Na korytarzu spotkały dziewczyny ze szkolnej "elity". Najważniejsza w tej grupie była dziewczyna o imieniu Ann, dyrygowała ona swoimi "przyjaciółkami" Lily i Rose.
- Hej! - powiedziały piskliwym głosem, spoglądając z pogardą na dziewczyny.
- Cześć. - odpowiedziały zażenowane.
- Muszę wam kiedyś przedstawić mojego chłopaka, może się przełamiecie i nie zostaniecie starymi pannami. - powiedziała przywódczyni tej grupki i wszystkie zaczęły się śmiać.
- Skąd wiesz, że nie mamy chłopków? - zapytała zła Mary i w tej chwili chciała pokazać Ann swoje zdjęcia z Mitch`em.
- Mam chłopaka, bo jestem z wyższej rangi. - powiedziała krzyżując ręce.
- Ale z niższego poziomu. - powiedziała Lenka i dziewczyny odeszły, zostawiając wściekłą Ann i przy głupawe Lily i Rose. Reszta dnia minęła im w miłej atmosferze.

24 grudnia...

Minęło już kilka miesięcy. Właściwie nic się nie zmieniło, no może oprócz tego, że Gabi jest oficjalnie z Dominikiem, a Mary i Mitch jeszcze bardziej sobie słodzą... A co z Lenką? Skupiła się na nauce, nie myśli o związkach. Dzisiaj wigilia. Len, Gabi i Mary szykowały się na wyjazd do rodzin. Po Lenkę miał przyjechać Dominik.
- Hej dziewczyny, mała zmiana planów! - zawołał, wchodząc do mieszkania przyjaciółek.
- Jaka? - zapytały niemal równocześnie.
- Wyjeżdżamy. - powiedział. Nie czekając na odpowiedź, zabrał ich walizki, które dziewczyny miały przygotowane, ponieważ w rodzinnych domach miały spędzić jakiś czas. Bez oporu pojechały z Dominikiem na lotnisko. Wypytywały o wszystko, ale Furman powiedział tylko, że ich rodzice wszystko wiedzą, że to niespodzianka i nigdy nie zapomną tej wigilii. Wysiedli z taksówki. Poszli na odprawę i wiedli do samolotu.
- Furman, idioto jeśli się zabiję, to ty będziesz się tłumaczył Mitch`owi, o ile sam przeżyjesz! - powiedziała Mary, gdy samolot zaczął wzbijać się w powietrze.
- Nic ci się nie stanie. - odpowiedział z trudem powstrzymując śmiech za co dostał od Lenki kuksańca. Resztę lotu spędzili w ciszy, słuchając muzyki, czytając książki i panikując... Wreszcie wylądowali, a dziewczyny usłyszały:
- Witamy w Dortmundzie. - przyjaciółki gdy tylko dotknęły ziemi wtuliły się w Furmana.
- Dlaczego nie przylecieliśmy wcześniej? - zapytała Gabi.
- Niespodzianka wigilijna. - wzięli swoje walizki i zaczęli szukać piłkarzy, którzy mieli na nich czekać. Gdy tylko ich zauważyli, pobiegli w ich stronę. Wszyscy zaczęli się przytulać i witać.
- Spóźnimy się! - zawołał Mario i wszyscy zaczęli biec w stronę taksówek. Jak potem się okazało wigilia miał się odbyć w domu Marco. Wszyscy piłkarze i ich partnerki już byli. Okazało się, że czekali tylko na przybyszów z Polski. Wszyscy się przedstawiali. Byli tam między innymi: Polskie trio z Dortmundu, wraz z partnerkami i dziećmi, Nuri Sahin z żoną, trener Klopp z partnerką i oczywiście Polki i ich przyjaciele.
- Robert Le... - nie dokończył swojego nazwiska gwiazdor Borussen, gdyż przerwała mu Mary.
- Wiem! Robert Lewandowski, który nie strzela bramek dla Polski! - Robert się zaczerwienił, a wszyscy Polacy zaczęli się śmiać. Potem wszyscy zasiedli do kolacji wigilijnej, która przebiegła w znakomitej atmosferze. Oczywiście goście wykazywali wielkie zainteresowanie Polkami. Zadawali pytania, na które odpowiadały z wielką cierpliwością. Po zjedzeniu kolacji goście rozjechali się do domów, by tam obdarować się prezentami. Dziewczyny włożyły naczynia do zmywarki, a chłopcy poszli po coś na piętro.
- Pewnie kupili jakieś prezenty. - stwierdziła Len.
- A my nic nie mamy... - zasmuciła się Mary.
- Ja mam mega Rutinoscorbin i tabletki na pamięć. Miały być dla rodziców, ale możemy im dać... - dziewczyny popatrzyły się na Gabrysię, a ta zaczęła się śmiać, a one wraz z nią. - Żartowałam im nawet, to nie pomoże.
- Masz rację. Jutro im coś kupimy. - skwitowała Lenka. Chłopcy zeszli ze schodów. Dopiero teraz dziewczyny mogły im się przyjrzeć. Wszyscy byli ubrani w gustowne garnituru, ale żaden z nich nie miał krawatu, ani muchy. Włosy doskonale ułożone. Uroczy, hollywoodzkie uśmiechy i ten błysk w oku. Dziewczyny też prezentowały się nienagannie. Lenka miała na sobie miętową sukienkę, sięgającą kolan, Gabi białą koszulę i czarne rurki, a Mary czarną sukienkę.
- Mamy dla was małe prezenty. - powiedział uśmiechnięty Mitch.
- Ale my nic dla was nie mamy. - powiedziała Lenka, zakładając przy tym skrzyżowane ręce na piersi.
- Jesteście tutaj, to największy prezent. - powiedział nieśmiało Marco. Odkąd przyjaciółki przyjechały do Dortmundu, Marco zachowywał się dość dziwnie.
- To naprawdę miłe, ale my i tak się odwdzięczymy. - powiedziała pewna siebie Mary.
- Niech wam będzie. - powiedział Dominik. - Uwierzcie, znam je dłużej niż wy i one tak szybko nie odpuszczą, a i tak postawią na swoim. - zwrócił się do chłopaków Furman.
- Furman dobrze mówi! - powiedziała Gabi.
- No dobra, wracając do prezentów. - zaczął Mario. - To dla Mary. - wręczył jej czerwone pudełeczko z wisiorkiem w środku. - Musisz wiedzieć, że głównym sponsorem był Mitch. - Mary rzuciła się na szyję Mitch`a i dała mu wielkiego całusa.
- To dla Gabi. - powiedział Dominik i dał Gabrysi książkę "Powiedziałabym ci, że cię kocham ale..."
Gabi dał całusa Furmanowi. I szepnęła mu do ucha:
- Jest tu jakiś podtekst kochanie? - zapytała, a Dominik odpowiedział.
- Nie, spodoba ci się.
- A to dla ciebie. - powiedział Marco i wyciągnął za pleców ręce, a w nich trzymał słodką świnkę morską.
- O Boże, Marco kocham cię! - krzyknęła i przytuliła Marco. Szybko wzięła swoją świnkę morską i pogłaskała ją.
- Słodka. - rozczulały się dziewczyny. - Jak dasz jej na imię?
- A to jest chłopczyk, czy dziewczynka? - zapytała chłopaków Lenka.
- Dziewczynka.
- To nazwę ją tak jak najlepszą drużyną świata... - chłopcy z Borussii wypieli dumnie pierś. - Nazwę ją Legia. - Dominik uśmiechnął się, a chłopcy zrobili dość osobliwą minę.
- Dobra ja jadę do domu. Gabi i Furman jedziecie ze mną do mojego domu, będziecie tam spać. - powiedział Mario.
- A ty Marysiu jedziesz ze mną. - powiedział Mitch i uśmiechnął się zalotnie.
- A ja? - zapytała Lenka. - A raczej my?
- Ze mną. - powiedział Marco. Wszyscy już się rozjechali. Lenka się umyła i poszła spać, wraz z Legią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział za nami. :) Przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziałów, ale nie miałam czasu, a teraz mam ferie więc dodam jeszcze jeden, albo dwa. Jak podoba wam się pomysł z Legią? (oczywiście świnką morską)

Komentarz=Motywacja    

2 komentarze:

  1. Hej :)
    Właśnie zaczynam czytać od początku także, teraz będę stałą czytelniczką :)
    pozdrawiam! :*
    P.S. Zapraszam do mnie http://historie-z-pamietnika.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Widzę, że spodobały Ci się moje blogi :) Jesteś moją pierwszą stałą czytelniczką tego bloga, więc mam co świętować! ;)

      Usuń