poniedziałek, 27 stycznia 2014

Rozdział VIII "Następni, co nie potrafią pukać"

Lenka obudziły dźwięki z kuchni. Ubrała szlafrok i podeszła do klatki Legii.
- Hej mała. Ciebie też obudziły te hałasy? - mówiła do świnki. - To chyba Marco. Pójdę zobaczyć. - Ubrała się i zeszła na parter. Oparła się o framugę drzwi kuchni. Marco nieumiejętnie próbował zrobić jajecznice. Niby taki prosty posiłek, ale on miał z nim problem. Lenka z trudem powstrzymywała śmiech.
- Może pomogę ci? - zapytała, a Marco obrócił się i uśmiechnął.
- Jakbyś mogła. - podeszła do niego i zaczęła smażyć śniadanie. - Chciałbym mieć taki widok codziennie. - stwierdził, a w jego głosie można było usłyszeć zadowolenie.
- Tak, to weź się do roboty i znajdź jakąś fajną dziewczynę. - powiedziała i zaczęła nakładać jajecznice na talerze.
- Już znalazłem. - powiedział i podszedł bliżej Len. Znowu ta sama sytuacja, jak wtedy po imprezie. Tylko zauważyć można było jedną różnicę. Lenka wcale się nie opierała. Marco był już niebezpiecznie blisko. Nie widząc sprzeciwu dziewczyny, już prawie dotykał jej ust swoimi.
- Hej kochani! - krzyknęła Mary z progu, a Marco i Lena odskoczyli od siebie jak poparzeni.
- Użyłem zapasowego klucz. - dodał Mitch i weszli do kuchni. - Jeszcze śniadania nie zjedliście?
- Nie. - odpowiedzieli zgodnie i jedli jak gdyby nigdy nic. Mary i Mitch patrzyli na nich dziwnym, podejrzliwym wzrokiem.
- A kiedy przyjdzie Furmi i Gabi? - zapytała Len i zakończyła zmywanie naczyń.
- Nie wiemy. - powiedzieli zgodnie zakochańce, jak nazywała ich Lenka. Usłyszeli dźwięki otwierających się drzwi i zobaczyli Gabrysię, Dominika i Mario.
- Następni, co nie potrafią pukać. - powiedział i opuścił w geście załamania ręce.
- Mi też miło ciebie widzieć, mój najlepszy przyjacielu. - powiedział uśmiechnięty Mario.
- To co robimy? - zapytał Furman.
- My idziemy na zakupy. Prawda dziewczyny? - zadała pytanie Mary, ale chyba dobrze znała odpowiedź.
- No raczej, a nie inaczej. - powiedziała Gabi, a Lenka zgodziła się z przyjaciółką.
- I zostawicie nas tak? - zapytał, niezadowolony Reus.
- Tak! - odparły i już nie było ich w salonie Marco. Zamówiły taksówkę i w czasie podróży do twierdzy zdobytej przez kobiety (czyt. Centrum Handlowego) streściły sobie wszystko co działo się po kolacji wigilijnej. Gdy już były na miejscu, postanowiły chłopakom kupić jakieś prezenty.
- Za cholerę nie wiem, co im kupić. - stwierdziła zrezygnowana Mary.
- Poradnik "Co zrobić, by być niczym Ronaldo?". - powiedziała Lenka, a dziewczyny zaczęły się śmiać.
- A jest taki poradnik? - zapytała po chwili Gabi.
- A bo ja wiem, ale to nie byłby taki głupi pomysł. - odpowiedziała studentka psychologii.
- Ja nie chcę, żeby Mitch wyglądał jak gej z kilogramami żelu na głowie. - skwitowała, zniesmaczona tą myślą Marysia.
- Wyobraziłam to sobie i Furmana. Aż dreszcz mnie przeszedł. - stwierdziła Gabriela, do której zadzwonił telefon.
- Romeo się stęsknił? - droczyła się z młodszą koleżanką Lenka.
- Nie, mój kochany braciszek. - powiedziała Trochowska i z niezdecydowaniem odebrała telefon. - Hej Piotrek! - brat Gabi jest piłkarzem Sevilli. Trzeba powiedzieć również, że jest starszy od Gabi o 8 lat i chorobliwie się o nią zamartwia.
- Witam moją siostrzyczkę, która nie raczyła zjawić się na rodzinnej kolacji wigilijnej, bo cytując rodziców "pojechała ze swoim chłopakiem do Niemiec". - powiedział, a w jego głosie wyczuć można było zdenerwowanie. Gabi kochała Piotrka, ale on traktował ją jak dwuletnie dziecko, a nie dorosłą i pewną siebie kobietę.
- Wypraszam sobie! Nie pamiętasz jak nie było cię trzy razy na wigilii, bo robiłeś z siebie Niemca! - krzyknęła zła.
- Przesadziłaś! Może mam po moją siostrzyczkę pojechać osobiście? Widocznie nie jesteś wystarczająco dojrzała, a żeby jeździć z chłopakiem Bóg wie gdzie! - powiedział, a Gabi rozłączyła się i wściekła wrzuciła telefon do torebki.
- Co braciszek, dalej udaje idealnego? - zapytały dziewczyny. Znały Gabi dość długo, więc wiedziały o jej problemach z bratem.
- Tak, ale nie chcę o tym gadać. - dziewczyny długo szukały prezentów dla chłopaków, ale zamiast tego kupiły dużo ciuchów. Nie miały pojęcia co im kupić.
- Damy im forsę. - powiedziała nie wzruszona Mary.
- Albo, to! - powiedziała Len i wskazała na niebieskie koszulki z nadrukami.
- Ładne. - powiedziały dziewczyny. Kupiły chłopcom te T-shirty i wróciły do domu Marco. Chłopców nie było za, to była kartka.

"Dziewczyny!
Mario pojechał do swoich rodziców, ja również. Furmi i Mitch pojechali na stadion, bo Klopp coś od nich chciał. Wrócę około 20:00, a chłopcy nie wiem kiedy.
Marco :)"

No tak... Niemcy, to zwariowany naród. Sklepy otwarte w pierwszy dzień świąt, trener proszący o pomoc piłkarzy w czasie przerwy świątecznej. Dziewczyny nie potrafiły tego pojąć.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej! Ósemeczka już za nami! Oj będzie się działo w następnych rozdziałach! :)

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Rozdział VII " Robert Lewandowski, który nie strzela bramek dla Polski!"

Dziewczyny obudziły się na kanapie, w przeróżnych pozycjach. Gabi leżała z głową na ziemi i nogami na kolanach, śpiącej na siedzące Mary, a Len klęczała przed kanapą z głową opartą na poduszce. Wszystkie poszły się po kolei umyć, zjadły śniadanie i szybkim krokiem pobiegły na uczelnię. Na korytarzu spotkały dziewczyny ze szkolnej "elity". Najważniejsza w tej grupie była dziewczyna o imieniu Ann, dyrygowała ona swoimi "przyjaciółkami" Lily i Rose.
- Hej! - powiedziały piskliwym głosem, spoglądając z pogardą na dziewczyny.
- Cześć. - odpowiedziały zażenowane.
- Muszę wam kiedyś przedstawić mojego chłopaka, może się przełamiecie i nie zostaniecie starymi pannami. - powiedziała przywódczyni tej grupki i wszystkie zaczęły się śmiać.
- Skąd wiesz, że nie mamy chłopków? - zapytała zła Mary i w tej chwili chciała pokazać Ann swoje zdjęcia z Mitch`em.
- Mam chłopaka, bo jestem z wyższej rangi. - powiedziała krzyżując ręce.
- Ale z niższego poziomu. - powiedziała Lenka i dziewczyny odeszły, zostawiając wściekłą Ann i przy głupawe Lily i Rose. Reszta dnia minęła im w miłej atmosferze.

24 grudnia...

Minęło już kilka miesięcy. Właściwie nic się nie zmieniło, no może oprócz tego, że Gabi jest oficjalnie z Dominikiem, a Mary i Mitch jeszcze bardziej sobie słodzą... A co z Lenką? Skupiła się na nauce, nie myśli o związkach. Dzisiaj wigilia. Len, Gabi i Mary szykowały się na wyjazd do rodzin. Po Lenkę miał przyjechać Dominik.
- Hej dziewczyny, mała zmiana planów! - zawołał, wchodząc do mieszkania przyjaciółek.
- Jaka? - zapytały niemal równocześnie.
- Wyjeżdżamy. - powiedział. Nie czekając na odpowiedź, zabrał ich walizki, które dziewczyny miały przygotowane, ponieważ w rodzinnych domach miały spędzić jakiś czas. Bez oporu pojechały z Dominikiem na lotnisko. Wypytywały o wszystko, ale Furman powiedział tylko, że ich rodzice wszystko wiedzą, że to niespodzianka i nigdy nie zapomną tej wigilii. Wysiedli z taksówki. Poszli na odprawę i wiedli do samolotu.
- Furman, idioto jeśli się zabiję, to ty będziesz się tłumaczył Mitch`owi, o ile sam przeżyjesz! - powiedziała Mary, gdy samolot zaczął wzbijać się w powietrze.
- Nic ci się nie stanie. - odpowiedział z trudem powstrzymując śmiech za co dostał od Lenki kuksańca. Resztę lotu spędzili w ciszy, słuchając muzyki, czytając książki i panikując... Wreszcie wylądowali, a dziewczyny usłyszały:
- Witamy w Dortmundzie. - przyjaciółki gdy tylko dotknęły ziemi wtuliły się w Furmana.
- Dlaczego nie przylecieliśmy wcześniej? - zapytała Gabi.
- Niespodzianka wigilijna. - wzięli swoje walizki i zaczęli szukać piłkarzy, którzy mieli na nich czekać. Gdy tylko ich zauważyli, pobiegli w ich stronę. Wszyscy zaczęli się przytulać i witać.
- Spóźnimy się! - zawołał Mario i wszyscy zaczęli biec w stronę taksówek. Jak potem się okazało wigilia miał się odbyć w domu Marco. Wszyscy piłkarze i ich partnerki już byli. Okazało się, że czekali tylko na przybyszów z Polski. Wszyscy się przedstawiali. Byli tam między innymi: Polskie trio z Dortmundu, wraz z partnerkami i dziećmi, Nuri Sahin z żoną, trener Klopp z partnerką i oczywiście Polki i ich przyjaciele.
- Robert Le... - nie dokończył swojego nazwiska gwiazdor Borussen, gdyż przerwała mu Mary.
- Wiem! Robert Lewandowski, który nie strzela bramek dla Polski! - Robert się zaczerwienił, a wszyscy Polacy zaczęli się śmiać. Potem wszyscy zasiedli do kolacji wigilijnej, która przebiegła w znakomitej atmosferze. Oczywiście goście wykazywali wielkie zainteresowanie Polkami. Zadawali pytania, na które odpowiadały z wielką cierpliwością. Po zjedzeniu kolacji goście rozjechali się do domów, by tam obdarować się prezentami. Dziewczyny włożyły naczynia do zmywarki, a chłopcy poszli po coś na piętro.
- Pewnie kupili jakieś prezenty. - stwierdziła Len.
- A my nic nie mamy... - zasmuciła się Mary.
- Ja mam mega Rutinoscorbin i tabletki na pamięć. Miały być dla rodziców, ale możemy im dać... - dziewczyny popatrzyły się na Gabrysię, a ta zaczęła się śmiać, a one wraz z nią. - Żartowałam im nawet, to nie pomoże.
- Masz rację. Jutro im coś kupimy. - skwitowała Lenka. Chłopcy zeszli ze schodów. Dopiero teraz dziewczyny mogły im się przyjrzeć. Wszyscy byli ubrani w gustowne garnituru, ale żaden z nich nie miał krawatu, ani muchy. Włosy doskonale ułożone. Uroczy, hollywoodzkie uśmiechy i ten błysk w oku. Dziewczyny też prezentowały się nienagannie. Lenka miała na sobie miętową sukienkę, sięgającą kolan, Gabi białą koszulę i czarne rurki, a Mary czarną sukienkę.
- Mamy dla was małe prezenty. - powiedział uśmiechnięty Mitch.
- Ale my nic dla was nie mamy. - powiedziała Lenka, zakładając przy tym skrzyżowane ręce na piersi.
- Jesteście tutaj, to największy prezent. - powiedział nieśmiało Marco. Odkąd przyjaciółki przyjechały do Dortmundu, Marco zachowywał się dość dziwnie.
- To naprawdę miłe, ale my i tak się odwdzięczymy. - powiedziała pewna siebie Mary.
- Niech wam będzie. - powiedział Dominik. - Uwierzcie, znam je dłużej niż wy i one tak szybko nie odpuszczą, a i tak postawią na swoim. - zwrócił się do chłopaków Furman.
- Furman dobrze mówi! - powiedziała Gabi.
- No dobra, wracając do prezentów. - zaczął Mario. - To dla Mary. - wręczył jej czerwone pudełeczko z wisiorkiem w środku. - Musisz wiedzieć, że głównym sponsorem był Mitch. - Mary rzuciła się na szyję Mitch`a i dała mu wielkiego całusa.
- To dla Gabi. - powiedział Dominik i dał Gabrysi książkę "Powiedziałabym ci, że cię kocham ale..."
Gabi dał całusa Furmanowi. I szepnęła mu do ucha:
- Jest tu jakiś podtekst kochanie? - zapytała, a Dominik odpowiedział.
- Nie, spodoba ci się.
- A to dla ciebie. - powiedział Marco i wyciągnął za pleców ręce, a w nich trzymał słodką świnkę morską.
- O Boże, Marco kocham cię! - krzyknęła i przytuliła Marco. Szybko wzięła swoją świnkę morską i pogłaskała ją.
- Słodka. - rozczulały się dziewczyny. - Jak dasz jej na imię?
- A to jest chłopczyk, czy dziewczynka? - zapytała chłopaków Lenka.
- Dziewczynka.
- To nazwę ją tak jak najlepszą drużyną świata... - chłopcy z Borussii wypieli dumnie pierś. - Nazwę ją Legia. - Dominik uśmiechnął się, a chłopcy zrobili dość osobliwą minę.
- Dobra ja jadę do domu. Gabi i Furman jedziecie ze mną do mojego domu, będziecie tam spać. - powiedział Mario.
- A ty Marysiu jedziesz ze mną. - powiedział Mitch i uśmiechnął się zalotnie.
- A ja? - zapytała Lenka. - A raczej my?
- Ze mną. - powiedział Marco. Wszyscy już się rozjechali. Lenka się umyła i poszła spać, wraz z Legią.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Kolejny rozdział za nami. :) Przepraszam, że tak długo nie dodawałam rozdziałów, ale nie miałam czasu, a teraz mam ferie więc dodam jeszcze jeden, albo dwa. Jak podoba wam się pomysł z Legią? (oczywiście świnką morską)

Komentarz=Motywacja