- Hej mała. Ciebie też obudziły te hałasy? - mówiła do świnki. - To chyba Marco. Pójdę zobaczyć. - Ubrała się i zeszła na parter. Oparła się o framugę drzwi kuchni. Marco nieumiejętnie próbował zrobić jajecznice. Niby taki prosty posiłek, ale on miał z nim problem. Lenka z trudem powstrzymywała śmiech.
- Może pomogę ci? - zapytała, a Marco obrócił się i uśmiechnął.
- Jakbyś mogła. - podeszła do niego i zaczęła smażyć śniadanie. - Chciałbym mieć taki widok codziennie. - stwierdził, a w jego głosie można było usłyszeć zadowolenie.
- Tak, to weź się do roboty i znajdź jakąś fajną dziewczynę. - powiedziała i zaczęła nakładać jajecznice na talerze.
- Już znalazłem. - powiedział i podszedł bliżej Len. Znowu ta sama sytuacja, jak wtedy po imprezie. Tylko zauważyć można było jedną różnicę. Lenka wcale się nie opierała. Marco był już niebezpiecznie blisko. Nie widząc sprzeciwu dziewczyny, już prawie dotykał jej ust swoimi.
- Hej kochani! - krzyknęła Mary z progu, a Marco i Lena odskoczyli od siebie jak poparzeni.
- Użyłem zapasowego klucz. - dodał Mitch i weszli do kuchni. - Jeszcze śniadania nie zjedliście?
- Nie. - odpowiedzieli zgodnie i jedli jak gdyby nigdy nic. Mary i Mitch patrzyli na nich dziwnym, podejrzliwym wzrokiem.
- A kiedy przyjdzie Furmi i Gabi? - zapytała Len i zakończyła zmywanie naczyń.
- Nie wiemy. - powiedzieli zgodnie zakochańce, jak nazywała ich Lenka. Usłyszeli dźwięki otwierających się drzwi i zobaczyli Gabrysię, Dominika i Mario.
- Następni, co nie potrafią pukać. - powiedział i opuścił w geście załamania ręce.
- Mi też miło ciebie widzieć, mój najlepszy przyjacielu. - powiedział uśmiechnięty Mario.
- To co robimy? - zapytał Furman.
- My idziemy na zakupy. Prawda dziewczyny? - zadała pytanie Mary, ale chyba dobrze znała odpowiedź.
- No raczej, a nie inaczej. - powiedziała Gabi, a Lenka zgodziła się z przyjaciółką.
- I zostawicie nas tak? - zapytał, niezadowolony Reus.
- Tak! - odparły i już nie było ich w salonie Marco. Zamówiły taksówkę i w czasie podróży do twierdzy zdobytej przez kobiety (czyt. Centrum Handlowego) streściły sobie wszystko co działo się po kolacji wigilijnej. Gdy już były na miejscu, postanowiły chłopakom kupić jakieś prezenty.
- Za cholerę nie wiem, co im kupić. - stwierdziła zrezygnowana Mary.
- Poradnik "Co zrobić, by być niczym Ronaldo?". - powiedziała Lenka, a dziewczyny zaczęły się śmiać.
- A jest taki poradnik? - zapytała po chwili Gabi.
- A bo ja wiem, ale to nie byłby taki głupi pomysł. - odpowiedziała studentka psychologii.
- Ja nie chcę, żeby Mitch wyglądał jak gej z kilogramami żelu na głowie. - skwitowała, zniesmaczona tą myślą Marysia.
- Wyobraziłam to sobie i Furmana. Aż dreszcz mnie przeszedł. - stwierdziła Gabriela, do której zadzwonił telefon.
- Romeo się stęsknił? - droczyła się z młodszą koleżanką Lenka.
- Nie, mój kochany braciszek. - powiedziała Trochowska i z niezdecydowaniem odebrała telefon. - Hej Piotrek! - brat Gabi jest piłkarzem Sevilli. Trzeba powiedzieć również, że jest starszy od Gabi o 8 lat i chorobliwie się o nią zamartwia.
- Witam moją siostrzyczkę, która nie raczyła zjawić się na rodzinnej kolacji wigilijnej, bo cytując rodziców "pojechała ze swoim chłopakiem do Niemiec". - powiedział, a w jego głosie wyczuć można było zdenerwowanie. Gabi kochała Piotrka, ale on traktował ją jak dwuletnie dziecko, a nie dorosłą i pewną siebie kobietę.
- Wypraszam sobie! Nie pamiętasz jak nie było cię trzy razy na wigilii, bo robiłeś z siebie Niemca! - krzyknęła zła.
- Przesadziłaś! Może mam po moją siostrzyczkę pojechać osobiście? Widocznie nie jesteś wystarczająco dojrzała, a żeby jeździć z chłopakiem Bóg wie gdzie! - powiedział, a Gabi rozłączyła się i wściekła wrzuciła telefon do torebki.
- Co braciszek, dalej udaje idealnego? - zapytały dziewczyny. Znały Gabi dość długo, więc wiedziały o jej problemach z bratem.
- Tak, ale nie chcę o tym gadać. - dziewczyny długo szukały prezentów dla chłopaków, ale zamiast tego kupiły dużo ciuchów. Nie miały pojęcia co im kupić.
- Damy im forsę. - powiedziała nie wzruszona Mary.
- Albo, to! - powiedziała Len i wskazała na niebieskie koszulki z nadrukami.
- Ładne. - powiedziały dziewczyny. Kupiły chłopcom te T-shirty i wróciły do domu Marco. Chłopców nie było za, to była kartka.
"Dziewczyny!
Mario pojechał do swoich rodziców, ja również. Furmi i Mitch pojechali na stadion, bo Klopp coś od nich chciał. Wrócę około 20:00, a chłopcy nie wiem kiedy.
Marco :)"
No tak... Niemcy, to zwariowany naród. Sklepy otwarte w pierwszy dzień świąt, trener proszący o pomoc piłkarzy w czasie przerwy świątecznej. Dziewczyny nie potrafiły tego pojąć.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej! Ósemeczka już za nami! Oj będzie się działo w następnych rozdziałach! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz